Świąteczny rozpieszczalnik.

Zawsze, gdy zbliża się koniec roku, stajemy przed odwiecznym dylematem: jakie prezenty kupić bliskim na Święta? Obdarowując bliską osobę chcemy przecież zrobić jej przyjemność, zapewnić o swoich uczuciach i pokazać, jak bardzo jest dla nas ważna. Nic dziwnego, że dla par to zadanie bywa najtrudniejszym sprawdzianem.

Chyba każdy mężczyzna musi się nieźle nagłowić, aby wśród tysięcy propozycji znaleźć idealny prezent dla damy swojego serca. Kobiety wręcz słyną z tego, że dość trudno sprostać ich oczekiwaniom – otrzymując prezent chcą czuć się wyjątkowe i docenione – no cóż… panowie lekko nie mają… A jeśli w dodatku owa dama w głębi serca pragnie, aby jej wybranek sam domyślił się o czym marzy, niewinny świąteczny prezent może stać się prawdziwym barometrem uczuć!

Na forach internetowych kobiety prowadzą ożywione dyskusje: czy podsunąć partnerowi pomysł, czy też czekać w napięciu, aż sam coś wybierze? Zdania są podzielone, bo pozostawienie tej kwestii bez „nadzoru” może zaowocować romantycznym prezentem w postaci fantastycznej nieprzywierającej patelni, lub najnowszego modelu rakiety do tenisa, w którego grały 3 razy w życiu…

O ile te atrybuty faktycznie nie są spełnieniem czyichś marzeń, to sami przyznacie, że czasami może być trudno podzielić entuzjazm darczyńcy. Właśnie dlatego prawdziwym ideałem będzie prezent, którym możecie cieszyć się we dwoje! Taki, który zapewni Wam upojne chwile i umocni związek pielęgnując kobiece wdzięki, czyli dokładnie to, co zakochany mężczyzna kocha przecież najbardziej… 😉

Jakże wspaniale się składa, że Purite stworzyło dla Was taki prezent! To cała linia do biustu i dekoltu SELECTED, która w wyjątkowy sposób łączy bioaktywne składniki roślinne z olejkami eterycznymi klasy terapeutycznej, które działają uspokajająco, przeciwdepresyjnie, dodają energii, wzmacniają poczucie radości a nawet budzą miłość… a jako bonus piękne opakowania! Zapraszamy do zakupów – aż do 24 grudnia linia SELECTED w naszym sklepie on line 30% taniej! Obopólna radość gwarantowana 🙂

ps. nadmienię jeszcze tylko, zanim w komentarzach wyleje się fala posądzeń o seksizm, że owy tekst popełniła kobieta i to z pełną premedytacją, wieloletnią praktyką małżeńskiego pożycia oraz wielką nadzieją na Selected pod choinką 😉

TWÓJ GŁOS JEST WAŻNY!

Foto: english-online.at

Chcemy napisać tekst po lekturze którego nie będzie już odwrotu. Uświadomić, jak mocno z naszym codziennym życiem powiązane jest to, co wyprawia się na drugim końcu świata, aby każdy z nas znalazł siłę i motywację do zmiany. Wierzymy, że chcieć, to móc.

To, że zysk stawiany jest powszechnie nad dobrem planety, wiadomo od dawna. Nie jest też odkryciem, że wielkie korporacje wpływają na decyzje rządów i są w stanie bez trudu wypracować korzystne warunki dla swojego biznesu. To dość ogólnikowe frazesy, ale opisują wprost zarówno sytuację z naszego podwórka dotyczącą Puszczy Białowieskiej, jak i działania prowadzone w Indonezji, Malezji, na Sumatrze, czy Borneo, gdzie zbeszczeszczono las tropikalny pod uprawę afrykańskiej palmy, z której pozyskuje się olej.

Olej palmowy, bo o nim mowa, jest wszechobecny i chyba łatwiej byłoby wymienić produkty, w których go nie ma niż te, w których jest – szacuje się, że ponad połowa produktów w przeciętnym gospodarstwie domowym go zawiera. Dodawany jest do mleka dla niemowląt, mydła, pianki do golenia, pomadki do ust, balsamu do ciała, pasty do zębów, płatków śniadaniowych, pieczywa, ciastek, sosów, fast foodów, słodyczy, karmy dla zwierząt, żelu do prania, nawet do lakieru do paznokci, czy biopaliwa.

Oczywiście ma on szereg zalet – surowy, niepoddany procesowi utwardzania, wykazuje pozytywny wpływ na zdrowie człowieka i ma całkiem sporo wartości odżywczych – witaminę E, beta-karoten i antyoksydanty. Mimo wysokiej zawartości nasyconych kwasów tłuszczowych (ok. 50%), nie wpływa na pogorszenie profilu lipidowego we krwi i nie zwiększa ryzyka chorób układu krążenia. Jednakże ma również swoją „ciemną stronę” – uwodornienie (utwardzenie) pozbawia go wszelkich wartości odżywczych i nadaje mu szkodliwe, rakotwórcze właściwości. Dlaczego w takim razie poddaje się go temu procesowi? Ponieważ uwodorniony i rafinowany olej palmowy staje się trwały, stabilny, bezwonny i odporny na wysoką temperaturę – te zalety są kluczowe przede wszystkim dla producentów.

Producenci żywności doskonale zdają sobie sprawę ze szkodliwości produktów spożywczych, zawierających utwardzony olej palmowy, a co za tym idzie, duże ilości niekorzystnych dla zdrowia tłuszczów trans. Jednak nie ma to większego wpływu na ich działalność oraz generalnie na globalną produkcję żywności. Czynniki ekonomiczne i chęć zwiększania zysków zawsze stawiane są na pierwszym miejscu przez koncerny a my – konsumenci, dodatkowo napędzamy tę machinę, nie czytając składów na etykietach. Smak produktów często stanowi priorytet, nic dziwnego, że nie umiemy sobie odmawiać kupowania produktów, które „kochamy” jeść…

Utwardzony olej palmowy jest najtańszym surowcem tłuszczowym – z jednego hektara uprawowego olejowca gwinejskiego, otrzymuje się nawet 10 razy więcej oleju, niż z innych upraw roślin oleistych. Z jednego hektara palmy olejowej w ciągu roku otrzymuje się 4,14 tony oleju, dla porównania w tym samym przedziale czasu, olej rzepakowy ma wydajność 0,69 tony z jednego hektara. Różnica jest zasadnicza i dlatego w większości przetworzonych produktów spożywczych spotkamy właśnie utwardzony olej palmowy.

Warto sobie jednak uświadomić fakt, jaki to ma wpływ na gospodarkę – palma olejowca gwinejskiego uprawiana na drugim końcu świata, wciąż jest tańszym produktem, niż rodzime oleje takie jak słonecznikowy, czy rzepakowy, których produkcja systematycznie maleje. Transport to duży wydatek energii i emisja CO2, dlatego logicznym wnioskiem oraz jedną z podstawowych zasad ekologicznego życia jest korzystanie w jak największym zakresie z lokalnych produktów.

Przede wszystkim jednak, aby można było stworzyć plantacje palm w Indonezji, Malezji itd. potrzebne było miejsce pod uprawy – w tym celu, wycięto drzewa i WYPALONO las deszczowy. Proces wypalania uwolnił do atmosfery taką ilość CO2 i wszelakich szkodliwych gazów, że cały obszar zielonych wysp został kuriozalnie drugim na świecie, zaraz po USA, emitentem dwutlenku węgla! To przerażające statystyki, a jeśli ma się dodatkowo świadomość, że całkowite ugaszenie tlących się podziemnych złoży węgla zajmuje lata, dopiero widać całą powagę sytuacji – to hektary terenu zasnute smogiem i dymem…

Pod plantacje palmy olejowej przeznacza się obszary parków narodowych i rezerwatów przyrody, które powinny być objęte bezwzględną ochroną, rządzący zwyczajowo przymykają oko, jeśli w grę wchodzą tak olbrzymie inwestycje. Jeden z najważniejszych parków narodowych Indonezji, którego powierzchnia obejmowała 86.000 ha dziewiczego lasu deszczowego zmniejszyła się do 18.000 ha i jest nadal niszczona pod uprawę palmy. W latach 60 tych dwudziestego stulecia las deszczowy zajmował 80% powierzchni Indonezji, a w roku 2015 zalesiona nie była już ponad połowa tego obszaru. Giną niezliczone gatunki zwierząt – 30% ssaków z tamtego rejonu zagrożonych jest wyginięciem. 80% naturalnych siedlisk orangutana zniszczono wraz z ekspansją plantacji. Mało kto wie, że naturalne rozsiewanie się lasu deszczowego to zasługa właśnie tej małpy – wyginięcie orangutanów będzie oznaczało koniec lasów deszczowych. Również rdzenna ludność oraz mieszkańcy puszczy zostali zmuszeni do podporządkowania całego swojego bytu plantacjom. Nie przestrzega się tam praw człowieka, fizycznie pracują dzieci, właścicieli ziemi zmusza się jej odsprzedaży. To ich dom!

„My, mieszkańcy lepszej cywilizacji” mamy silnie zakorzenione przeświadczenie poszanowania naszych osobistych praw i własności. Los nie dał wszystkim takich samych szans, na świecie zawsze będą równi i równiejsi, dlatego to właśnie „my” powinniśmy walczyć  w tej sprawie najmocniej.

To, co najbardziej smuci nas w tej historii, to to, że tak łatwo odpuszczamy… Wiele osób obejrzy na You Tube film o ginących orangutanach i nawet zapłacze. Wpłaci cegiełkę na ochronę tygrysa. Ostatecznie jednak stwierdzi, że więcej zrobić się nie da… że przecież jedno orzechowe masło znanej marki świata nie zbawi…

Pamiętajmy, że na końcu tego ekonomicznego równania, jesteś TY, ja i wielu innych KONSUMENTÓW – jeżeli wszyscy, lub chociaż większa część z nas, zrezygnujemy z zakupu produktów zawierających olej palmowy, to biorąc pod uwagę ilość wszystkich rzeczy, które kupimy w ciągu całego swojego życia, będziemy mieć realny wpływ na ten zabójczy trend – prawda?

Wszystko zależy właśnie od NAS!

W Purite nasza odpowiedzialność ma wymiar podwójny, dlatego jako producent kosmetyków, chcemy Was zapewnić, że da się robić bardzo dobre produkty całkowicie bez udziału oleju palmowego. W naszych kosmetykach nigdy nie był i nie będzie używany olej palmowy!

Zarówno bycie świadomym konsumentem, jak i świadomym producentem, to ważny głos w walce o środowisko naszej planety. Mamy nadzieję, że uda nam się namówić do tego samego jak największą rzeszę ludzi. Liczymy, że zrobisz to samo.

ZESPÓŁ PURITE

Źródła i linki:

https://www.youtube.com/watch?v=G32YehcdUAw

https://www.youtube.com/watch?v=w-1DQwaauwE

https://www.youtube.com/watch?v=54dmDQsSqrU

https://www.greens-efa.eu/en/article/news/palm-oil/

http://www.english-online.at/geography/tropical-rainforest/tropical-rainforest.htm

https://www.rainforest-rescue.org/topics/palm-oil

https://news.mongabay.com/2017/03/alarms-raised-as-timber-firm-said-to-pierce-one-of-indonesias-last-orangutan-strongholds/

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/56,114944,22309240,te-orangutany-z-indonezji-powoli-umieraja-z-glodu-wszystko,,1.html#Prze

 

Pielęgnacja skóry jesienią – ciało.

 

 

Lato to cudowny czas pełen słońca. My z urlopu wracamy wypoczęci i pełni energii, niestety nasza skóra ma się znacznie gorzej. Przesuszenie, podrażnienia, popękane naczynka, czy mało estetyczne przebarwienia to pamiątki, które z pewnością nie zdobią skóry tak, jak letnia opalenizna. Jeśli odkryłaś je na swojej skórze, głowa do góry! Wystarczy dobrze zaplanowana domowa pielęgnacja, aby pomóc naszej skórze wrócić do dobrej kondycji.

złuszczanie

Z pewnością chciałabyś zatrzymać złocistą opaleniznę jak najdłużej, jednak unikanie peelingu, to zdecydowanie zły pomysł. Promieniowanie słoneczne sprawia, że nawilżenie skóry znacznie się zmniejsza, co powoduje osłabienie struktury elastyno kolagenowej. Właśnie dlatego opalenizna wygląda pięknie tylko przez kilka dni, potem naskórek zaczyna się złuszczać, a skóra nabiera szarego odcienia. To znak, że trzeba zacząć działać!

Peeling doskonale oczyści skórę i przygotuje ją na przyjęcie substancji odżywczych. Warto wybrać taki, który oprócz składników złuszczających, ma w swoim składzie oleje o głęboko penetrujących i nawilżających właściwościach, jak np. olej z dzikiej róży, który dodatkowo pobudzi metabolizm kolagenu oraz regenerację tkanki łącznej i ochroni przed działaniem wolnych rodników. Takie właściwości ma Peeling cukrowo solny róża-wanilia – dzięki zawartości różowej glinki, bogaty w krzem, żelazo, mangan, potas oraz tytan, które ukoją podrażnienia oraz uszczelnią drobne naczynia krwionośne, zapobiegając ich pękaniu.

 

nawilżanie/odżywianie

Przesuszonej skórze potrzebne jest dodatkowe nawilżenie, które ją ukoi. Najskuteczniejsze balsamy to te, które zawierają w sobie olej migdałowy, masło shea czy wyciąg z aloesu – idealne będzie gęste, głęboko penetrujące masło do ciała o działaniu odżywczym, ujędrniającym i nawilżającym AFTER SUN, które natychmiast poprawi elastyczność skóry a polifenole zawarte w maśle kakaowym, które jest jednym z głównych składników, zahamują procesy zapalne i zmniejszą ilość uszkodzeń. Najlepiej wklepywać je zaraz po kąpieli, gdy skóra jest rozgrzana, wtedy substancje odżywcze wchłaniają się znacznie szybciej.

Odpowiednie nawilżenie nie tylko poprawi kondycję skóry, ale też sprawi, że opalenizna utrzyma się dłużej!

 

 

Cała prawda w kropli potu.

Pocisz się? I bardzo dobrze! Oznacza to, że Twój organizm działa prawidłowo.

Natura nie na darmo wymyśliła pocenie się – jest ono niezbędne dla życia, reguluje temperaturę organizmu, pozwala pozbyć się toksyn i utrzymuje nawilżenie skóry. Na potwierdzenie można by przytoczyć wiele naukowych faktów, ale w sumie sprawa jest prosta: gdyby człowiek nie wydzielał potu, nie byłby w stanie podjąć nawet najmniejszego wysiłku, a jego ciało natychmiast pokryłyby zmarszczki… Tego zdecydowanie nie chcemy! Jednak brzydki zapach, nawet w imię zdrowia, nie jest pożądany, więc codziennie każdy z nas robi wszystko, żeby go uniknąć, stając oko w oko z dylematem: zapobiegać, czy maskować? A może jest jakieś inne, lepsze rozwiązanie?

 

antyperspiranty/ blokery

To strategia osób, które o dreszcze przyprawia pojawienie się nawet  najmniejszej kropli potu. Zadaniem tych kosmetyków jest bezwzględne zahamowanie ujść gruczołów potowych poprzez ich obkurczenie i przyblokowanie. Zazwyczaj bazują one na związkach soli glinu, czyli inaczej popularnego aluminium,  które zdobywa coraz większą rzeszę przeciwników. Dlaczego? Przecież w każdej drogerii znajdziemy regały z tym specyfikiem!
Pomyślmy zdroworozsądkowo…
Kosmetyk nanoszony pod pachami i w okolicy piersi, który działa jak korek przez wiele godzin po prostu nie może być zdrowy, a sytuacji na pewno nie poprawiają mikrootarcia i maleńkie skaleczenia, które powstają podczas depilacji.
Poza oczywistymi następstwami, takimi jak hamowanie termoregulacji i możliwości wydzielania toksyn, sole glinu podejrzewa się również o zwiększone prawdopodobieństwo zachorowania złośliwe nowotwory piersi. Obecność soli aluminium stwierdzono w wycinkach rakowych człowieka, co może wskazywać, że biorą one udział w procesie tworzenia się komórek rakowych. Co więcej, aluminium jest metalem neurotoksycznym – narusza barierę krążenia krwi między całym ciałem człowieka, a jego mózgiem, co oznacza zwiększoną ilość krwi wpływającej do mózgu, a w efekcie nie tylko chorobę Alzheimera, ale wiele chorób neurologicznych, w tym demencję, autyzm i chorobę Parkinsona. Wprowadzone do organizmu ludzkiego wkomponowuje się w łańcuch DNA na stałe i już nigdy stamtąd nie znika, ponieważ człowiek nie ma zdolności do wydalania tego związku, a więc skutki stosowania aluminium w kosmetykach mogą być nieodwracalne.

 

ałun
Coraz modniejszą i „zdrową” alternatywą tradycyjnych antyperspiratów stał się ałun – tajemniczy minerał naturalnie zwalczający pot. Jednak jest on zdrowszy tylko pozoru, ponieważ ałun to nic innego jak siarczan glinu! To dość przykra niespodzianka, szczególnie dla tych z nas, które zamiast po antyperspirant zawierający aluminium, sięgają po kryształ… zawierający aluminium.
Producenci tych kosmetyków bronią się tłumacząc, że siarczan glinu ma o wiele wyższy ciężar cząsteczkowy niż popularny chlorowodorotlenek glinu, dlatego nie jest on wchłaniany przez naszą skórę. Niestety, to kolejny mit, gdyż siarczany nadspodziewanie dobrze rozpuszczają się w wodzie, a przecież pot w 98% składa się z wody. Ałun pod wpływem potu rozpada się jeszcze szybciej, co powoduje, że glin zostaje wchłonięty przez skórę w swojej czystej postaci.
Istnieją również rodzaje ałunów, w których szkodliwy atom glinu zastępują atomy innych metali – żelazo, gal… Problem w tym, że aby kryształ ałunu miał właściwości dezodorujące, MUSI zawierać aluminium. Po raz kolejny możemy się przekonać, że niestety nie wszystko złoto, co się świeci…

 

dezodoranty
W kontekście tych informacji, lepszym rozwiązaniem wydaje się być korzystanie z dezodorantów. Te działają w nieco inny sposób – nie zmniejszają ilości wydzielanego potu, lecz hamują rozwój bakterii i drobnoustrojów, które są przyczyną powstawania brzydkiego zapachu. Dodatkowo zawierają substancje zapachowe, które mają go maskować. Niestety ich skuteczność jest zdecydowanie mniejsza a naszpikowanie sztucznymi aromatami oraz chemicznymi konserwantami również nie sprzyja naszemu zdrowiu.

 

Czy w związku z tym jesteśmy skazani na wybór mniejszego zła?
Niekoniecznie. Istnieją całkowicie naturalne sposoby walki z potem, które nie tylko zapewnią świeżość i komfort przez cały dzień, ale przede wszystkim zadbają o wymierne zdrowie naszej skóry.
Wystarczy zadbać o to, żeby bakterie nie rozwijały się i w efekcie nie powodowały brzydkiego zapachu – są na to proste sposoby. Substancje takie jak: wodorowęglan sodu (zwykła soda oczyszczona, używana do pieczenia ciast) lub wodorotlenek magnezu, poprzez zmianę ph potu hamują rozwój bakterii, nie ingerując w żadne naturalne procesy zachodzące w organizmie. Właśnie na takie rozwiązanie postawiliśmy tworząc nasze dezodoranty.

Nasz nowy produkt w specjalnej ofercie na dobry pachnący początek -20 % tylko na Purite.pl

 

Artur Wesołowski dla Purite

purite1419

Sesja zdjęciowa naszej nowej linii Purite Selected to efekt współpracy z Arturem Wesołowskim,  jednym z najbardziej znanych polskich fotografów modowych. Chcieliśmy pokazać  naturalne piękno kobiecego ciała w konwencji odbiegającej od klasycznych zdjęć „beauty”. Dlatego zdecydowaliśmy się zrezygnować z wszelkich upiększaczy, wprowadzając oszczędność środków i wykorzystując wyłącznie naturalne światło. Taka też jest filozofia Purite. Piękno i siła płynie z wewnątrz. Czytaj dalej Artur Wesołowski dla Purite

Jak dbać o skórę jesienią i zimą?

pielegnacja_jesien_

Niezależnie od tego jaką mamy cerę – suchą, tłustą, ze strefą T, naczynkową czy wrażliwą – jesień i zima nie są naszymi sprzymierzeńcami. Problem przesuszonej skóry dotyka wszystkich. Jak pielęgnować naszą skórę w tym czasie i jakich kosmetyków używać? Zrobiliśmy przegląd najlepszych produktów z naszej oferty na sezon jesień-zimę.  Czytaj dalej Jak dbać o skórę jesienią i zimą?

Kosmetyki naturalne to dla nas za mało

img_8946_v2

Jesteśmy trójką przyjaciół, których połączyło wspólne przekonanie że zmiana codziennych praktyk takich jak choćby odżywianie czy pielęgnacja skóry ma znacznie i wpływa na jakość naszego życia. Wpływa w konsekwencji także na świat, w którym żyjemy i w którym  chcemy żyć w przyszłości. Że ta zmiana jest w gruncie rzeczy prosta i w zasięgu ręki. Że ekologia to nie wymysł trendsetterów, ale konieczność. Cywilizacyjna potrzeba na którą wszyscy powinnyśmy odpowiedzieć. Czytaj dalej Kosmetyki naturalne to dla nas za mało